"14 marca 1980 roku. Kilka minut po godz. 11. samolot IŁ-62 "Mikołaj Kopernik", powracający z Nowego Jorku do Warszawy, znajdował się o 17 kilometrów od lotniska Okęcie, gdy rozpoczął podchodzenie do lądowania. Rozbił się zaledwie 950 metrów od pasa startowego. Zginęli wszyscy: 10 - osobowa załoga i 77 pasażerów - wśród nich znana piosenkarka Anna Jantar i 22 - osobowa kadra USA w boksie udająca się na zawody…"




Źródło: www.airliners.net


15 sek.



Ludzie stąd nie zwracają już uwagi na huk samolotów. Ale ten huk jest jakiś inny. Eugenia Kalinowska, sekretarka ze schroniska dla nieletnich z zakładu poprawczego przy ul. Rozwojowej (dziś kpt. Pawła Lipowczana - przyp. P.) spogląda odruchowo w okno. Widok, którego nigdy nie zapomni do końca życia: ogromny samolot spada pionowo w dół, ześlizgując się jakby na skrzydło. To jest jak zły sen, którego nie można przerwać. Uderzenie o ziemię rozbija przód samolotu w drzazgi, oderwane końce skrzydeł i części kadłuba wzbijają się w powietrze i przelatują nad całym portem, nad którym podnosi się błyskawicznie chmura kurzu i pyłu.
Pan Tosiek wracał z kolega ze sklepu monopolowego. Szli, nie zwracając uwagi na nadlatujący samolot. Kiedy tyle lat mieszkało się przy lotnisku, tylko coś wyjątkowego może podnieść oczy ku górze. Teraz właśnie pan Tosiek spojrzał. Wielki biały samolot z niebieskim pasem i napisem LOT pikował wprost na stary fort. Po huku zobaczył tylko skrzydło, które przeleciało ze sto metrów za nim. Upadło wewnątrz fortu. Była godz. 11:15.
Samolot nadlatywał od północnego zachodu dokładnie na osi pasa startowego widocznego już z tej odległości jak na dłoni. Przy znanej szybkości lądowania wyznaczonej dla samolotów IŁ - 62 na ok. 280 km/h samolot w ciągu 15. sekund osiągnąłby próg drogi startowej nr 3.
Nikt nigdy nie pozna szczegółów lotu 007 z Nowego Jorku do Warszawy. Spróbujmy jednak odtworzyć rutynowe czynności załogi związane z instrukcjami oraz prawdopodobny przebieg lotu zapewne nie odbiegający od innych przelotów na tej trasie.
13 marca, 18:30 (czas wybrzeża wschodniego USA) lotnisko Johna F. Kennedy'ego, Nowy Jork, płyta lotniskowa, stanowisko PAN - AM. Wielki biały samolot z niebieskim pasem i literami LOT oznaczony jest na skrzydłach i silnikach SP - LAA. Obok poprzedniego wejścia widać portret M. Kopernika oraz jego imię i nazwisko. Spod samolotu odjeżdża właśnie cysterna firmy Sharon. Samolot IŁ - 62 jest już więc zatankowany.
Godz. 18:35, lotnisko J.F.K. Nowy Jork. Kpt. Lipowczan dokonuje oględzin samolotu. Samolot jest oblodzony. Musi zostać odlodzony.
Godz. 19:00, lotnisko J.F.K., Nowy Jork. SP - LAA stoi nadal, trwa odladzanie.
Godz. 20:00, 77. pasażerów cierpliwie czeka na odlot. Zbici w grupę bokserzy, para obywateli NRD, rodzina Rosjan, grupa Polaków.





PRZYPUSZCZALNY PRZEBIEG LOTU



Godz. 20:40, koniec oczekiwania. Pasażerowie powoli szykują się do wejścia do samolotu. Na pokładzie cała załoga w komplecie.
Godz. 21:00, wszyscy pasażerowie siedzą z przodu samolotu tak, by uzyskać lepsze wrażenie. Przywiązani pasami do foteli. Są kwaskawe cukierki, które przed chwilą rozniosły stewardessy. Samolot otrzymuje zezwolenie do kołowania.
Godz. 21:00, start samolotu. "Kopernik" jest juz w powietrzu, nabiera prędkości. Na dole ocean.
Godz. 03:20 (czas warszawski). Pokład SP - LAA. Z kuchni położonej między kabinami pasażerskimi wyjeżdżają wózki z drinkami.
Godz. 04:00, pokład samolotu. Kończy się właśnie pokaz sprzętu ratunkowego. Po zdjęciu kamizelki stewardessy znikają w kuchni, po czym po paru minutach wracają z wózkiem i gorącymi daniami. Po posiłku serwują kawę i herbatę.
Godz. 05:00, SP - LAA. Pasażerowie przygotowują się do snu. Stewardessy roznoszą koce. Samolot leci nad Oceanem Atlantyckim. Widoczność jest dobra na całej trasie.
Godz. 9:00. Śniadanie jest typowo francuskie - kawa lub herbata, dwie drożdżówki, bułka, masło, ser, dżem truskawkowy.
Godz. 10:00. Samolot zbliża się do granic Polski. Okęcie - sala przylotowa. Przez głośniki podawany jest komunikat: "Osoby oczekujące na przylot samolotu PLL z Nowego Jorku, lot nr 007, uprzejmie informujemy, że samolot wyląduje ok. godz. 11:15".
Godz. 11:00, pokład samolotu. Pasażerowie czekają w fotelach z zapiętymi pasami. Widok z wieży. Kontrola wieży widzi już samolot na ekranie radaru.
Godz. 11:16. Wieża kontroli lotów zawiadamia wszystkie służby o katastrofie samolotu. Alarm na lotnisku, szczegółów nikt nie zna.
Godz. 11:18. Dyrektor naczelny LOT - u (jest na miejscu) dostaje wiadomość z wieży o katastrofie. Na lotnisku wyczuwalny ruch. Ludzie czekający na swoich bliskich jeszcze nic nie wiedzą, ale są zaniepokojeni.
Godz. 11:30, w sali przylotów sytuacja bez zmian. Dyrekcja LOT - u jest już na miejscu katastrofy. W miejscu odzywają się sygnały pierwszych karetek pogotowia jadących w stronę Okęcia.
Godz. 12:00. We wszystkich pomieszczeniach Okęcia rozlega się komunikat: "Osoby oczekujące na przylot samolotu z Nowego Jorku proszone są o przejście do sali odlotów". Tylko tyle, ani słowa więcej. Ludzie, którzy zaczynają juz coś podejrzewać, nie mają jeszcze specjalnych podstaw do niepokoju. Niebawem zostaną powiadomieni, iż samolot z Nowego Jorku uległ katastrofie, ale nie jest jeszcze znana pełna lista pasażerów. Wiadomości o wypadku zaczynają się rozchodzić po Okęciu. Panuje dziwny niepokój. Ludzie są jeszcze w szoku, spokój minie, gdy uświadomią sobie w pełni, co się stało.
Godz. 12:30. Wokół miejsca katastrofy stoi kordon młodych milicjantów w polowych mundurach. Za kinem LOT MAR leżą u stóp fortu szczątki samolotu. Dziób wbity w podstawę wału, ogon przewrócony na bok. Kadłub znikł. Być może utonął w 14 - metrowej fosie.
Godz. 13:00. Polskie Radio nadaje pierwszy komunikat o katastrofie.
Godz. 16:00. Dziennikarze dostają pełną, aktualną listę pasażerów. Za ścianą przyjmowane są pierwsze telefony z pytaniami o nazwiska ofiar. "Morze" czegoś zielonego, co pokryło śnieg - były to dolary. wiatr rozwiewał je na wszystkie strony. Zaczęto szukać kogoś, kto ocalał. Na próżno (...)

Opracowanie: Maciej Piotrowski, Piotr Rachtan






***


Popołudnie 13 marca 1980 roku. Na lotnisku Kennedy'ego w Nowym Jorku ląduje IŁ-62. Rejs z Warszawy, numer rejestracyjny samolotu: SP-LAA. Na kabinie rysunek mężczyzny z bujną czupryną. Niżej napis: "Mikołaj Kopernik". Maszynę przyprowadził kapitan Tomasz Smolicz. Po wylądowaniu przekazuje samolot obsłudze naziemnej lotniska. "Kopernik" przejdzie teraz krótki, rutynowy przegląd techniczny, zatankuje paliwo, by po kilku godzinach być gotów do powrotnego lotu, ale już z inną załogą.
Nadchodzi wieczór. Na lotnisku Kennedy'ego szaleje śnieżyca. Odlot "Kopernika" jest przesuwany, aby można było odlodzić samolot. Wreszcie przed godziną 21 podróżni proszeni są na pokład. Tylko siedemdziesiąt siedem ze stu sześćdziesięciu ośmiu foteli pasażerskich jest zajętych. W większości przez Polaków, wśród których jest znana piosenkarka Anna Jantar-Kukulska i szóstka młodych delegatów z warszawskich uczelni, wracająca z obrad Międzynarodowego Stowarzyszenia Studentów Uczelni Ekonomicznych. Spośród pozostałych pasażerów wyróżnia się dwudziesto dwu osobowa ekipa sportowców. To amatorska reprezentacja USA w boksie, lecąca do Warszawy na mecz z Polską. Oprócz Polaków i Amerykanów jest na pokładzie kilku Niemców z NRD i kilku obywateli ZSRR. Czuwa nad nimi dziesięcioosobowa załoga, którą dowodzi 47-letni kapitan Paweł Lipowczan. Nie ma wśród nich nowicjuszy. Obsługa rejsów przez Atlantyk jest dla pracowników LOT-u nobilitacją, która spotyka najlepszych. Lipowczan pracuje w LOT od piętnastu lat, Tadeusz Łochocki, II pilot - o rok krócej, radiotelegrafista Stefan Wąsiewicz - od dwudziestu dziewięciu lat, nawigator Konstanty Chorzewski - od siedmiu lat, Alicja Duryasz, szefowa pokładu, przełożona czterech pozostałych stewardes - od siedemnastu lat.
Start następuje o godz. 21.18. Lot ma numer 007. Przed pasażerami i załogą prawie czternaście godzin podróży. Samolot leci do Warszawy bez międzylądowania.
Niemal do samego końca rejsu wszystko przebiega zgodnie z planem. Samolot pokonuje Atlantyk, nad Bałtykiem wchodzi w polską strefę powietrzną, przelatuje nad Darłowem i Grudziądzem, w okolicy Płońska zostaje przejęty przez obszar kontrolny Okęcia, który następnie przekazuje maszynę wieży kontrolnej na lotnisku, mającej doprowadzić samolot do lądowania. Nad Warszawą mroźna, ale słoneczna pogoda, widoczność bardzo dobra, wiatr w normie. Słońce może być tylko problemem przy podchodzeniu do pasa startowego. Będzie wtedy świeciło pilotom prosto w oczy, oczy zmęczone kilkunastogodzinnym czuwaniem.






Mija godzina 11.13. Wieża kontrolna ma już łączność z samolotem. Padają, krótkie, rutynowe meldunki. Nic nie zapowiada tragedii. Aż do chwili...
Kontrola zbliżania: - 007, w lewo 5 stopni.
"Kopernik": - Tak jest, zrozumiałem... Chwileczkę, mamy trudności z sygnalizacją podwozia, przechodzimy na drugi krąg.
Kontrola zbliżania: - Zrozumiałem, kurs pasa i 650.
"Kopernik": - Kurs pasa, 650.
Jest to ostatni meldunek nadany z pokładu samolotu. Trzydzieści trzy sekundy później "Kopernik" rozbija się o dziewięćset pięćdziesiąt metrów przed pasem startowym na Okęciu. Ale i te ostatnie zdania nie zwiastują katastrofy. Awaria sygnalizacji podwozia w tamtych latach zdarzała się stosunkowo często. Zgłaszająca ją załoga wysyłana była na dodatkową rundę nad lotniskiem, podczas której miała ustalić, czy przyczyną awarii jest przepalony bezpiecznik lub niesprawna żarówka kontrolki, czy też podwozie rzeczywiście nie chce się wypuścić.
Aby wzbić się na wysokość sześćset pięćdziesiąt metrów, pilot musiał gwałtownie "dodać gazu" - zwiększyć moc silników. I wtedy to się stało... Poza polem obserwacji kontrolera. (...)
"Kopernik" wpadł wprost do pokrytej kilkunastocentymetrowym lodem fosy, rozciągającej się przed XIX-wiecznym fortem wojskowym na Okęciu. W pobliżu ulic Żegoty, Rozwojowej, cmentarzyska, placu giełdy samochodowej, około stu metrów od al. Krakowskiej - trasy wylotowej ze stolicy w kierunku Katowic i Krakowa. Najbliżej jednak minął budynki zakładu poprawczego dla nieletnich.
Po ścięciu prawym skrzydłem drzewa i zderzeniu z lodem z prędkością około 380 km/h maszyna rozpadła się na wiele części. Zwłoki pilota znaleziono na placu między barakami mieszkalnymi, odległymi od fosy o kilkadziesiąt metrów. Nieco dalej, na nasypie, leżeli pozostali. Ciała porozrywane, zmasakrowane, ale nie było widać krwi. Wielu rozbitków przypominało śpiących ludzi. Niektórzy jednak w ostatnich chwilach musieli pojąć, że lecą na spotkanie ze śmiercią. Tych zabrała skulonych, z dłońmi kurczowo zaciśniętymi na poręczach i oparciach siedzeń, z nogami desperacko zapartymi o fotele.
Na okolicznych drzewach i fortach, niczym w upiornym karnawale, wisiały sukienki, wstążki, strzępy niebieskich i pomarańczowych pontonów z wyposażenia samolotu. Ziemię przykrywały torby, torebki i portfele, wystawiając nas pokusę nie tylko tłum gapiów, ale i milicjantów, którzy usuwali ich z miejsca wypadku. (...)






Oto fragment końcowego raportu komisji rządowej:
"W końcowej fazie lotu, podczas podejścia samolotu do lądowania nastąpiło zniszczenie turbiny lewego, wewnętrznego silnika na skutek niekorzystnego i przypadkowego zbiegu okoliczności i ukrytych wad materiałowo-technologicznych, które doprowadziły do przedwczesnego zmęczenia wału silnika. Częściami zniszczonej turbiny zostały uszkodzone dwa inne silniki i układy sterowania samolotem sterami wysokości i kierunku.
Dysponując jedynym sprawnym silnikiem oraz możliwością sterowania tylko poprzez wychylanie lotek, załoga zdołała jeszcze, co potwierdzają analizy i świadkowie, ukierunkować tor samolotu tak, że zderzenie samolotu z ziemią nastąpiło w miejscu niezabudowanym".

Komisja ustaliła, że żadne inne okoliczności nie miały wpływu na wypadek. Kwalifikacje załogi, jej stan psychofizyczny i przygotowanie do lotu nie budziły zastrzeżeń. [...] Z korespondencji radiowych zarejestrowanych na naziemnych i pokładowych magnetofonach wynika, że lot odbywał się bez żadnych zakłóceń. [...] 70 sekund przed przewidzianym lądowaniem kapitan samolotu postanowił powtórzyć manewr podejścia do lądowania w celu sprawdzenia urządzeń sygnalizujących położenie podwozia, na co uzyskał zgodę organu ruchu lotniczego. Podczas związanego z tym manewrem zwiększania ciągu silników nastąpiła awaria jednego z nich, która doprowadziła do katastrofy". (...)
10 marca 1981 r. Prokuratura Wojewódzka w Warszawie postanowiła umorzyć śledztwo w sprawie katastrofy "Kopernika" wobec niestwierdzenia przestępstwa.






Żródło zdjęcia: http://lublin.com.pl/artykuly/pokaz/5374/30,rocznica,katastrofy,samolotu,mikolaj,kopernik,na,warszawskim,okeciu,filmy,zdjecia/


Tragiczna katastrofa lotnicza



Dzień 14 marca 1980 r. zapisał się tragicznie w kronice warszawskich wydarzeń i w ludzkiej pamięci. Samolot pasażerski Polskich Linii Lotniczych "Lot" IŁ - 62 lecący z Nowego Jorku uległ katastrofie w czasie podchodzenia do lądowania w pobliżu lotniska Okęcie. Zginęli wszyscy znajdujący się na pokładzie: 77 pasażerów i 10 - osobowa załoga. Na miejsce wypadku pospieszyły natychmiast służy miejskie, pogotowie, straż pożarna, milicja. Przybyli tu także prezes Rady Ministrów Edward Babiuch, członkowie Biura Politycznego KC PZPR, rządu oraz przedstawiciele władz stolicy. Dla rodzin osób, które mogły znajdować się na pokładzie samolotu, który uległ katastrofie, PLL "Lot" uruchomiły numery telefonów, udzielając tą drogą bliższych informacji.
Powołana została specjalna komisja rządowa pod przewodnictwem wiceprezesa Rady Ministrów Tadeusza Wrzaszczyka dla zbadania przyczyn wypadku. Prokurator generalny podjął postępowanie śledcze. W związku z katastrofą Prezydium Rady Narodowej m.st. Warszawy ogłosiło 15 i 16 marca dniami żałoby w stolicy. W Warszawie i województwie stołecznym odwołane zostały wszystkie imprezy artystyczne i kulturalne w placówkach kultury, spektakle teatralne, seanse filmowe, koncerty, imprezy rozrywkowe w lokalach gastronomicznych i występy estradowe, a także wszystkie zawody i imprezy sportowe. Już wcześniej uległy zmianie programy w Radio i Telewizji (zdjęto pozycje rozrywkowe). Głębokie współczucie rodzinom ofiar katastrofy lotniczej wyraziło Biuro Polityczne KC PZPR, Rada Państwa i Rada Ministrów. Nazajutrz po wypadku prasa opublikowała obszerniejsze informacje oraz listę pasażerów - ofiar katastrofy lotniczej (wg komunikatu PLL "Lot"). Znaleźli się wśród nich obywatele polscy i obcokrajowcy z ZSRR, NRD i USA łącznie z 14 - osobową reprezentacją bokserską USA udającą się do Polski na dwa międzynarodowe spotkania z reprezentacją naszego kraju.
W związku ze śmiercią w katastrofie lotniczej obywateli Stanów Zjednoczonych Ameryki, Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich i Niemieckiej Republiki Demokratycznej, I Sekretarz Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej Edward Gierek przesłał wyrazy współczucia i głębokiego żalu rządom tych krajów i rodzinom ofiar katastrofy.






Z okien mojego mieszkania w Dolince Służawieckiej widzę dokładnie przy słonecznej pogodzie podchodzące do lądowania samoloty. Tylko na ostatnim odcinku kilkuset metrów zasłaniają je wysokie drzewa okalające tory wyścigowe na Służewcu. Wszyscy, którzy mieszkają niedaleko lotniska na Okęciu przyzwyczaili się do tego widoku, a nawet do łoskotu rozgrzewanych silników olbrzymich odrzutowców pasażerskich. Dlatego mało kto zwraca uwagę na to, co dzieje się na niebie w tej części Warszawy.

ŚWIADKOWIE

"Pani Janina PODWYSOCKA, ul. Jakobinów 25, odległość ok. 500 m od katastrofy (wartość przybliżona ze względu na nieczytelny fragment teksty - przyp. P.) - piszą reporterzy "KULTURY" - stała na podwórku i odmrażała gumowy szlauch, gdy naraz, na betonie zobaczyła wielki cień. Uniosła głowę, samolot walił się na nią, dosłownie na jej plecy. Tak zrobiłam - (kuca i zakrywa twarz w dłoniach) - pomyślałam: Boże, odpuść mnie grzechy... Nie wie, jak długo to było. Ułamek sekundy? Wie, że potem leciała ulicą za samolotem, krzycząc i patrząc, czy zawadzi dziobem czy kołem. Dziobem w dół".
Reporter w "ŻYCIU LITERACKIM": "Z.K. szedł do przystanku tramwajowego w Alei Krakowskiej. Jeszcze poszedł do kiosku "Ruchu" kupić bilety i jakieś gazety do czytania, ale już nic nie było.
- Tu, między domkami, otwiera się czasami widok w tamtą stronę. Tak spojrzałem, nawet nie słyszałem silników, tu taki ruch. "Co on, co on - pomyślałem - tak ostro?" My tu, koło lotniska na oko już wiemy, jak powinien się zniżać, znamy to. A ten - prosto w forty... Bo jak spojrzałem - już spadał... O, widzisz pan te drzewa na koronie?"

"Człowiek, który od centrum katastrofy stał o kilkadziesiąt metrów - piszą sprawozdawcy "POLITYKI" - mówi, że "zatrzymało mu się w głowie". Wiedział, że coś z samolotem nie jest tak jak normalnie. Przed wypadkiem zapamiętał, że samolot był bez skrzydła, ale czy tak było naprawdę? Teraz już nie wie. O tym, co widział, nie chce mówić, przeżył wstrząs, chciał pomagać, ale nie było komu. Potem zbiegli się ludzie".
"Widzieli różnie - stwierdza reporter - ale przecież - ważne jest jak zareagowali... Z kolejki wyskakują w biegu, z Alei Krakowskiej biegną przez pola na przełaj, z domów pędza bez kurtek, a wiatr jest mroźny.
Ktoś z biegnących nagle odwraca się i krzyczy do młodej dziewczyny:
- Wracaj i dzwoń po pogotowie... i straż... i milicję..."


NA LOTNISKU

Jest godzina 11:15 w 14 dniu marca 1980 r. Komunikat o pogodzie z tego dnia. "Jak informuje Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej dziś w Warszawie będzie zachmurzenie małe. Temperatura maksymalne w dzień około 3 stopnie C. Wiatr dość silny, okresami porywisty".
W porcie międzynarodowym Okęcie tłumy oczekujących na przylot dwóch samolotów ze Stanów Zjednoczonych. Pierwszy - maszyna PLL LOT (Iliuszyn - 62 nr 11004 o nazwie "Kopernik") - miał lądować po wielogodzinnym locie z Nowego Jorku o 9:40. Drugi - maszyna PAN - AM - sporo później.
Relacjonuje reporterka "LITERATURY": "Może dwie, a może pięć po jedenastej Jan Żurkowski, rolnik spod Augustowa i jego krewniacy Jolanta i Bohdan Żadziłkowie wchodzą na taras widokowy Międzynarodowego Portu Lotniczego na Okęciu Jola i Bogdan będą witać wracającego z Nowego Jorku od roku nie widzianego ojca, a Żurkowski swego szwagra...
Żurkowski: - "Narodu pełno, każdy czeka na swojego. Naraz odwracam głowę w prawo, widzę, leci jakiś samolot, nagle w sekundzie znika mnie z oczu, tylko kurzawa straszna podnosi się do nieba. Mało kto chyba to zauważył, ktoś z końca tarasu krzyknął, jakaś kobieta zapłakała się, ale jeszcze nic nie wiemy. Za jakąś chwilę dopiero biorą nas do poczekalni. Jeszcze za chwilę mówią co i jak".

Sprawozdawcy "KULTURY": "W restauracji od razu urządzono punkt pierwszej pomocy, dawano środki uspokajające. Doktor Surowiec z ambulatorium lotniska i cztery osoby jej personelu oraz lekarze kontrolujący zwykle zdrowie członków załóg, udzielili pierwszej pomocy dziesiątkom osób. Niektórzy znajdowali się w stanie głębokiego szoku... Starszy mężczyzna trzymał za ramię pracownicę Lotu: "proszę powiedzieć, że to nieprawda, proszę powiedzieć!"
O czternastej w hali odlotów panuje zupełny spokój... O wypadku wie tylko obsługa. Przygnębione twarze. Jedna z dziewczyn nie wytrzymuje i biegnie do pokoju biurowego. Oczy zaczerwienione od łez...


OFIARY

Sporo ludzi w Warszawie - nie tylko pośród bezpośrednich świadków katastrofy - jednakże wie już niemal natychmiast o tragicznym upadku "Kopernika". Pierwszy telefon od osoby prywatnej mamy w redakcji przed dwunastą. Wkrótce potem z dalekopisu schodzi pierwsza - krótka jeszcze - wiadomość Polskiej Agencji Prasowej; dowiadujemy się z niej, że na pokładzie było 77 pasażerów i 10 osób załogi, że nikt nie pozostał przy życiu. Telefon do drukarni - jest jeszcze możliwość "przełamania" pierwszej strony sobotniego wydania gazety, zamieszczenia tragicznego komunikatu...
W sobotę przed kioskami ogromne kolejki po gazety. Przynoszą one komunikat o katastrofie; zdjęcie rozbitego samolotu i listę ofiar.
Relacja "POLITYKI" z poprzedniego dnia: "Siedzę obok informującego Kazimierza Załuska. Większość telefonów zamiejscowych. Głosy zniekształcone... Telefon, nazwisko i każdy sprawdza na swojej liście. I jeszcze błąd przy przepisywaniu. Przy dwóch nazwiskach napisano przez pomyłkę ten sam adres. Pytanie? Słyszymy nazwisko, imię też się zgadza. Adres. Ktoś mówi w słuchawkę, a u nas inny. Ktoś znajduje błąd. Cały czas w napięciu. Zdajemy sobie sprawę co dla czekającego na odpowiedź znaczą te ciche sekundy. Niestety jest. Odłożona słuchawka..."
Pośród obywateli polskich zginęli m.in.: członkowie kierownictwa Polskiego Komitetu Międzynarodowego Stowarzyszenia Studentów Uczelni Ekonomicznych i młodzi pracownicy nauki w SGGW - AR (6 osób), popularna piosenkarka Anna Jantar - Kukulska, specjaliści z zakresu budownictwa wodnego i melioracji z Torunia (3 osoby), pracownicy różnych instytucji gospodarczych współpracujących z zagranicą. 2 pilotów, radiooperator, nawigator, mechanik pokładowy, sześć stewardes (jedna wracała z urlopu). Stała załoga kpt. Pawła Lipowczana, czterdziestolatka, pracującego w LOT od ponad 15 lat, była doświadczona, długoletni piloci, świetnie wyszkoleni. Wszyscy po wielu lotach przez Atlantyk.
Zginęli także obcokrajowcy: ekipa 14 bokserów amerykańskich wraz z 8 towarzyszącymi osobami, która leciała na spotkania z naszą drużyną, obywatele NRD i Związku Radzieckiego (4 - osobowa rodzina z Moskwy). I sekretarz KC PZPR, Edward Gierek, wysłał kondolencje do Leonida Breżniewa, Jimmy Cartera i Ericha Honeckera.

BADANIE PRZYCZYN

Kilkanaście minut po katastrofie przyjechała na miejsce wypadku (głęboka fosa w dawnym forcie, na szczęście w nieszczęściu z dala od gęsto zamieszkałych osiedli) dyrekcja LOT z dyr. Wilanowskim, minister komunikacji M. Zajfryd, wiceminister gen. dyw. pilot J. Raczkowski, komendant MO w Warszawie J. Ćwiek. Przedstawiciele władz - premier Babiuch, sekretarz Karkoszka, prezydent Majewski i inni. Natychmiast podjęte zostały decyzje o wszechstronnej pomocy dla rodzin ofiar katastrofy. Jest biuro prawne, gdzie można zasięgnąć porad.
Pod przewodnictwem wicepremiera Wrzaszczyka utworzono specjalną komisję rządową dla zbadania przyczyn wypadku. Jak to podano w "TRYBUNIE LUDU" i innych gazetach z 21 marca br., szczegółowe prace prowadzą wyłonione podkomisje - techniczna i lotnicza, zaś w badaniach bierze udział kilkudziesięciu wybitnych ekspertów, są również specjaliści radzieccy i przedstawiciele władz lotniczych USA. Przystąpiono do wydobywania z głębokiej fosy różnych części samolotu. Jak pisze "POLITYKA" - Polska, członek ICAO (międzynarodowej organizacji tworzonej przy ONZ, do której należą wszystkie kraje uczestniczące w komunikacji lotniczej, poza Chinami) przestrzega wszystkich ustaleń tej organizacji, również tak będzie w związku z tym tragicznym wypadkiem.
Polskie samoloty ubezpieczone są u Lloyda w Londynie. W Polsce jego przedstawicielem jest "Warta".
"Żadne z towarzystw lotniczych na świecie - pisze "POLITYKA" - nie jest zainteresowane rozpowszechnianiem informacji o katastrofach. Szczegóły udostępnia się tylko specjalistom z zastrzeżeniem, że są to informacje poufne, wykorzystywane często przez konstruktorów lub wzbogacające programy szkolenia załóg".
Na regularnych liniach lotniczych świata kursuje około 30 tys. samolotów. Jak podała "TRYBUNA LUDU" liczba pasażerów wszystkich linii lotniczych świata przekroczyła w ub. roku 600 mln osób. W tymże roku śmierć w katastrofach lotniczych poniosło 880 pasażerów i 92 członków załogi. Komunikacja lotnicza jest więc bezpieczna, gdy weźmie się stosunek przewiezionych szczęśliwie do tych, którzy zginęli: około 1 do 1 miliona. Specjaliści twierdzą, że osiągnie się bezpieczeństwo 1 do 10 milionów.
Linie LOT - u cieszyły się zawsze bardzo dobrą opinią, po wojnie zdarzyło się tylko kilka wypadków, w tym jedna duża, według kryteriów międzynarodowych, katastrofa (pod Zawoją w 1969 r., kiedy zginęło 58 osób).
W zakończeniu jednej z relacji o nieszczęściu na Okęciu czytam:
"Lotnisko odprawia i przyjmuje kolejne samoloty. Komplety pasażerów. Mało kto rezygnuje. Załogi stawiają się do sal odpraw punktualnie. Głośniki zapowiadają kolejną partię do odprawy paszportowej..."

Opracował (sww)






Tragiczna katastrofa lotnicza


W dniu 14 marca br. o godz. 11.15 miała miejsce w Warszawie tragiczna w skutkach katastrofa lotnicza. Samolot pasażerski Polskich Linii Lotniczych "LOT" IŁ - 62 lecący z Nowego Jorku rozbił się w czasie podchodzenia do lądowania w pobliżu lotniska Okęcie.
Na pokładzie znajdowało się 77 pasażerów i 10 - osobowa załoga; wszyscy zginęli. Powołana została specjalna komisja rządowa dla zbadania przyczyn wypadku, której przewodniczy wiceprezes Rady Ministrów Tadeusz Wrzaszczyk. Prokurator generalny podjął postępowanie śledcze.
Na miejsce katastrofy przybyli: prezes Rady Ministrów Edward Babiuch, członkowie biura politycznego KC PZPR, rządu oraz przedstawiciele władz stolicy.
Biuro Polityczne Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, Rada Państwa i Rada Ministrów wyrażają głęboki żal i współczucie rodzinom ofiar katastrofy lotniczej.
W związku z katastrofą lotniczą Prezydium Rady Narodowej miasta Warszawy ogłoszono 15 i 16 marca dniami żałoby w stolicy.
Dla rodzin osób, które mogły znajdować się na pokładzie samolotu, który uległ 14 bm. katastrofie lotniczej, uruchomione zostały przez Polskie Linie Lotnicze "LOT" numery telefonów 22-55-46 oraz 46-96-05, gdzie można uzyskać bliższe informacje.

(PAP)






"Drugi Krąg"


"Mikołaj Kopernik", samolot PLL LOT typu Ił-62, numer LO - 007, startuje z lotniska im. J.F. Kennedy'ego w Nowym Jorku 13 marca o godzinie 21.16. W Europie od ponad dwóch godzin jest już kolejny, 14 dzień marca. "Kopernik" startuje z ponaddwugodzinnym opóźnieniem. Tyle czasu zajęło oczyszczenie maszyny po nagłej śnieżycy.
"Kopernika" pilotuje jedna z najlepszych, najbardziej doświadczonych załóg LOT - u. 46 - letni kapitan Paweł Lipowczan przelatał niemal 9 tys. godzin, z tego niemal 3 tys. jako pierwszy pilot. Drugi pilot Ireneusz Łachocki, młodszy o cztery lata, przelatał ponad 9 tys. godzin. Po kilka tysięcy godzin spędzili w powietrzu mechanik pokładowy Jan Łubniewski i nawigator Konstanty Chorzewski. Rekordzista pod tym względem jest jednak radiooperator Stefan Wąsiewicz - ma na koncie ponad 16 tys. godzin lotu.
Pięć stewardess obsługuje dziś na pokładzie "Kopernika" 77 pasażerów. Aż 91 miejsc pustych. Wśród pasażerów wyróżnia się grupa ciemnoskórych w większości amerykańskich sportowców. To amatorska reprezentacja bokserska USA. 14 bokserów, którym towarzyszy ośmiu trenerów, lekarzy, masażystów, czekają dwa mecze z reprezentacją Polski. "Kopernikiem" leci na urlop do Polski jeden z dyrektorów amerykańskich linii lotniczych TWA. Uwagę polskich pasażerów przyciąga popularna piosenkarka Anna Jantar. Na pokładzie, oprócz 52 obywateli polskich i niemal 30 amerykańskich, jest czwórka pasażerów z paszportami radzieckimi i trzech obywateli NRD.
Kolejne godziny, nad Stanami Zjednoczonymi, Kanadą, Atlantykiem, Wielką Brytanią, Daną, Bałtykiem, mijają bez żadnych emocji. Zwykły, rutynowy lot. O 10:35 czasu warszawskiego "Kopernik" w okolicach Słupska przelatuje na wysokość 11 300 m nad polskim wybrzeżem. Jest mocno opóźniony - na warszawskim Okęciu powinien wylądować o 9.40. Służba ruchu lotniczego przekazuje kapitanowi Lipowczanowi polecenie kontynuowanie lotu w kierunku Warszawy i stopniowego obniżania wysokości. Koło Płońska "Kopernik" przelatuje na wysokości 4500 m. O godzinie 10.58 piloci słyszą w słuchawkach kontrolerów lotu z wieży na lotnisku. Okęcie poleca im podejść do lądowania bezpośrednio z trasy na drogę startową na kierunku lądowania 115 stopni.
11 minut później kapitan Lipowczan słyszy w słuchawkach głos kontrolera:
- Skręćcie w lewo na kurs 060 stopni na "jeden pięć", podprowadzę.
Wieża kieruje "Kopernika" na dłuższy pas startowy, bo na krótszym lądować ma samolot linii krajowej.
- 007, w prawo na 160, zgłoście, jak zobaczycie pas schodzenia, za chwilę - nadaje wieża.
- Na 160 - słychać odpowiedź pilota.
Niebo nad Warszawą jest bezchmurne, wieje dość silny, miejscami porywisty wiatr.
11 sekund po godz. 11.13 kontroler lotu poleca:
- 007, końcowe schodzenie po trzystopniowej ścieżce.
4 sekundy później polot potwierdza lakonicznie.
- 007.
Wieża, 3 sekundy później:
- W lewo, 5, 155.
- 155 - potwierdza kapitan.
O 11.13,46 wieża:
- 007, w lewo 5 stopni.
"Kopernik" nie odpowiada.
Po 6 sekundach kontroler wywołuje jeszcze raz:
- 007!
O 11.13,46 "Kopernik" odzywa się:
- Tak jest, zrozumiałem, chwileczkę, mamy trudności z sygnalizacją podwozia, przechodzimy na drugi krąg.
W tym momencie samolot leci na wysokości 250 m.
W wieży kontrolnej nikt się nie niepokoi. W Iłach-62 czasami zdarzają się awarie lampki kontrolnej pokazującej fakt prawidłowego wysunięcia i zablokowania podwozia. Winowajcą bywa banalny bezpiecznik. Piloci mają wtedy do wyboru dwa manewry. Albo przelatują nisko nad wieżą lotniska, a któryś z kontrolerów przez lornetkę sprawdza, czy podwozie jest prawidłowo wysunięte, albo podwyższają pułap i czekają, aż mechanik pokładowy sprawdzi nieszczelny obwód sygnalizacyjny. Kapitan Lipowczan wybiera drugi manewr.
- Zrozumiałem, kurs pasa i 650 - potwierdza Okęcia o 11.14,00.
Liczba 650 oznacza wysokość, na jaką ma teraz wnieść się samolot.
Kapitan Lipowczan zwiększa ciąg silników. Po 9 sekundach rozlega się potężny huk. Za samolotem pojawia się obłok dymu. Na podwarszawskie Włochy, nad którymi leci teraz "Kopernik", sypie się grad metalowych odłamków.
Piloci nie mają pojęcia, co się stało. W jednej sekundzie "Kopernik" zamienia się we wrak szybujący z prędkością 350 km/godz. Nie działa ster wysokości, nie działa ster kierunku, milczą trzy z czterech silników. Nie działa część pokładowej instalacji elektrycznej.
Po zwiększeniu ciągu w lewym silniku nr 2, tym od strony kadłuba, pękł wał łączący turbinę ze sprężarką niskiego ciśnienia. W miejscu pęknięcia nałożyły się ukryta wada materiałowa i niedostateczna gładkość powierzchni wału powstała podczas remontu silnika u radzieckiego producenta.
Po zniszczeniu wału nieobciążona turbina w ułamku sekundy rozpędziła się do prędkości obrotowej, przy której musiała ulec zniszczeniu. Wyrzucone ogromną siłą odśrodkową elementy tarczy turbiny rozleciały się niczym artyleryjskie szrapnele. Część z nich zniszczyła sąsiedni silnik nr 1, inne przeleciały przez kadłub, zniszczyły popychacze steru wysokości i steru kierunku oraz unieruchomiły silnik nr 3, sięgający do kadłuba z prawej strony.
Janina Podwysocka mieszka przy ul. Jakobinów 25, stoi na podwórku i próbuje odmrozić gumowy szlauch. Nagle widzi, jak po betonie podwórka przesuwa się ogromny cień samolotu. Podnosi głowę i nagle kuca. Rękami zasłania oczy, przez głowę przelatuje jej: "Boże, odpuść mnie grzechy". Wydaje jej się, że ogromny, lecący tuż nad ziemią samolot, spada prosto w jej obejście.
Mijają kolejne sekundy bezwładnego szybowania "Kopernika". Samolot przelatuje jeden kilometr, drugi. Do skraju pasa startowego pozostało zaledwie 950 m, gdy coś powoduje załamanie trajektorii lotu.
W ostatniej chwili kapitan Lipowczan dostrzega przed dziobem maszyny ściany sporych, kilkupiętrowych zabudowań. To schronisko dla nieletnich przy ul. Rozwojowej. Jakimś cudem w ostatniej chwili minimalnie zmienia kurs w prawo.
"Kopernik" nagle spada w dół, mniej więcej 200 metrów za posesją Janiny Podwysockiej, na XIX - wieczny fort wojskowy przy ul. Żegoty, Rozwojowej (...), zaledwie kilkadziesiąt metrów od schroniska. Uderzenie nastąpiło w 26. sekundzie od eksplozji.
Kadłub wpada do fosy pokrytej lodem, a ogon przelatuje nad fosą i spada przed wejściami do fortu. Obok uderza w ziemię rozbita część samolotu. Na pobliskich drzewach wiszą kawałki wielkich pomarańczowo - niebieskich płacht. To tratwy ratunkowe, obowiązkowe wyposażenie samolotów latających nad Atlantykiem (…)
Pierwsi z okolicznych świadków dobiegają do fortu parę minut po katastrofie. Mężczyźni, kobiety forsują fosę (...)
Błyskawicznie zjeżdżają karetki pogotowia. Lekarze (…) od razu pojmują, że nikomu nie mogą pomóc. Milicjanci zaczynają wypychać gapiów za teren fortu. Nad miejscem katastrofy pojawia się helikopter.
Na tarasie widokowym stoi Jan Żakowski. Razem z wujem czeka na szwagra, Jana Żadziłko (…) Jan Żakowski widzi lecący w oddali samolot. Nagle znika mu z pola widzenia (…) Na tarasie jedni z oczekujących dostrzegają, że samolot spadł, inni myślą, że się nic nie stało. Schodzą do środka.
Po półgodzinie przez megafon prosi się oczekujących na samolot lecący z Nowego Jorku do sąsiedniego pomieszczenia. Tam dowiadują się, że samolot rozbił się. Lekarze z personelu lotniska udzielają pomocy zszokowanym krewnym.
Żołnierze zbierają do brezentowych worków wszystkie szczątki. Płetwonurkowie zanurzają się pomiędzy ułamkami kry w lodowatej wodzie fosy. W zamulonej wodzie nie można nic znaleźć. Kierujący akcją każą wypompować wodę z fosy. Po południu władze ogłaszają dwa dni żałoby narodowej.

WŁODZIMIERZ KALICKI






"Dzisiejsze wydanie "Warszawskiej fali" zaczynamy od komunikatu Polskiej Agencji Prasowej. Dzisiaj, w godzinach południowych, samolot Polskich Linii Lotniczych "LOT" Ił - 62, lecący z Montrealu do Warszawy, uległ katastrofie przy podchodzeniu do lądowania na Okęciu. Z niewyjaśnionych jeszcze przyczyn samolot ten spadł z wysokości 100 metrów i rozbił się doszczętnie. Na pokładzie znajdowało się 87 osób, w tym 77 pasażerów. Żadna z tych osób nie żyje".


"Mówi Zbigniew Pieciul - dobry wieczór państwu. Dziś przed południem wydarzyła się w Warszawie tragiczna w skutkach katastrofa lotnicza. Powołana została specjalna komisja rządowa dla zbadania przyczyn wypadku. Komisji przewodniczy wicepremier - Tadeusz Wrzaszczyk. Prokurator Generalny podjął postępowanie śledcze. Polska Agencja Prasowa informuje, że na miejscu katastrofy przebywał prezes Rady Ministrów - Edward Babiuch, a także członkowie politycznego Biura Centralnego Partii, członkowie rządu oraz przedstawiciele władz stolicy".


"Biuro polityczne Komitetu Centralnego Partii, Rada Państwa i Rada Ministrów wyraziły głęboki żal i współczucie rodzinom ofiar katastrofy. Prezydium Rady Narodowej miasta Warszawy ogłosiło sobotę i niedzielę dniami żałoby w stolicy i w stołecznym województwie warszawskim. Odwołane zostały wszystkie imprezy kulturalne, spektakle teatralne, seanse filmowe, koncerty, imprezy rozrywkowe w lokalach gastronomicznych, występy estradowe oraz imprezy sportowe. Listę ofiar katastrofy podamy w programie I Polskiego Radia o godzinie 23. Zamieści ją jutrzejsza prasa".



"W związku ze śmiercią we wczorajszej katastrofie lotniczej obywateli Stanów Zjednoczonych Ameryki, Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich i Niemieckiej Republiki Demokratycznej Pierwszy Sekretarz Komitetu Centralnego Partii - Edward Gierek przesłał wyrazy współczucia i głębokiego żalu rządom tych krajów oraz rodzinom ofiar katastrofy na ręce Leonida Breżniewa, Jimmy Cartera i Ericha Honeckera".


"Niedziela, 16 dzień marca. Słuchaczy witają: Zbigniew Cyranowicz, Wiesław Górnicki i Karol Sindzielosz. Piątek, o godzinie 11:15, w pobliżu lotniska Okęcie, doszło do tragicznej katastrofy lotniczej. Cóż, niewiele można dodać, poza tym, co możemy wyczytać w komunikatach. Myślę, że do tej sprawy będziemy jeszcze mogli w przyszłości wrócić, bo powołana została specjalna komisja rządowo do zbadania przyczyn wypadku, której przewodniczy premier Rady Ministrów, Tadeusz Wrzaszczyk. Nie możemy nie poruszyć tej sprawy w "Peryskopie", chociaż wiemy tyle samo, co wszyscy inni czytelnicy prasy i słuchacze radia i telewizji. Znowu można tylko powiedzieć, że jest to największa katastrofa w dziejach lotnictwa polskiego, która wszystkimi nami wstrząsnęła, w końcu 87 osób. Nie nadaje się to do komentowania, ale z drugiej strony nie moglibyśmy prowadzić "Peryskopu", nie wspominając o takim nieszczęściu. Wyrażając głęboki żal i wyrazy współczucia rodzinom ofiar katastrofy, najlepiej wyrazić go milczeniem".


"W związku z tragiczną katastrofą lotniczą, jaka wydarzyła się w ubiegły piątek w Warszawie, na ręce prezesa Rady Ministrów - Edwarda Babiucha - nadeszły liczne depesze kondolencyjne z wyrazami głębokiego żalu i szczerego współczucia dla rodzin ofiar katastrofy. Depesze nadesłali: przewodniczący Rady Ministrów Związku Radzieckiego - Aleksiej Kosygin, przewodniczący rządu Czechosłowacji - Lubomir Strougal i przewodniczący Rady Ministrów NRD - Willi Stoff".



5a
Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
PonWtŚrCzwPiSoNie
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31
Galerie
  Autografy
  Dzieciństwo i młodość
  Kasety
  Notowania i plebiscyty
  Nuty
  Okładki gazet i czasopism
  Pejzaż bez Ciebie
  Plakaty
  Płyty CD
  Płyty winylowe
  Pocztówki
  Pocztówki i reklamówki
  Prace o Annie
  Single
  Skany wywiadów i artykułów
  Suplement
  Ujęcia z wideoklipów
  Zdjęcia

Kategorie
  Aby dotrzeć na Wawrzyszew, należy...
  Anna auf Deutsch
  Anna in English
  Artykuł dyplomowy "Artystyczne CV Anny Jantar"
  Biografia
  Dyskografia
  Fan cluby
  Fani o Annie
  Interpretacje przebojów Anny
  Jarosław Kukulski
  Katastrofa "Kopernika"
  Kompilacje
  Kompilacje 2
  Książka ks. Andrzeja Witko - "Anna Jantar"
  Książki z Anną
  Materiały na covery
  Na radiowej antenie
  Notowania i plebiscyty
  Opinie o płytach i teksty z obwolut
  Pamięć o Annie w piosenkach
  Piosenki nieodkryte
  Piosenki niezaśpiewane
  Po 14. marca 1980 r.
  Początki piosenek
  Podziękowania
  Polecane strony
  Prasa i wywiady
  Prasa i wywiady 2
  Prasa i wywiady 3
  Prasa i wywiady 4
  Prasa i wywiady 5
  Prasa i wywiady 6
  Reklamówki
  Teksty piosenek
  Teksty piosenek 2
  Teksty piosenek 3
  Videa
  Waganci
  Wersje radiowe, wersje płytowe
  Wspomnienia
  Występy live
  Występy telewizyjne
  Zespoły współpracujące z Anną
  Znane i nieznane
  Ślady po Annie

Po 14 marca 1980 r. - 2015 r.
  Po 14 marca 1980 r. - 2015 r.

Księga Gości
  Czytaj księgę gości
  Wpisz się do księgi gości

O mojej stronie
Anna Jantar - Bursztynowa Dziewczyna. "Ta płyta, chociaż już zdarta, jeszcze gra..." Strona poświęcona wybitnej Piosenkarce, jaką była i jest Anna Jantar.

Nazwa Użytkownika

Hasło

Zapamiętaj mnie


Ekstra